Armeński atom

Metsamor_NPP_aerial_view_1

Elektrownia atomowa w Mecamorze, fot. Stratocles, CC BY-SA 3.0

Za sprawą serialu „Czarnobyl” energetyka jądrowa ponownie stała się przedmiotem zainteresowania całych rzesz ludzi: tak w Polsce, jak i na całym świecie. To dobry pretekst, by opisać kontrowersje związane z funkcjonowaniem jedynej na Kaukazie Południowym elektrowni atomowej. Siłownia ta funkcjonuje bowiem w miejscu szczególnie narażonym na trzęsienia ziemi, a współpraca na rzecz jej wygaszenia stanowi formalnie jeden z elementów umowy o pogłębionej współpracy (CEPA) między Armenią a UE.

Elektrownia atomowa w Mecamorze odpowiada dziś za około 25% armeńskiego zużycia energii elektrycznej (jeszcze 10 lat temu było to około 40%) i ma podstawowe znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Składają się na nią dwa względnie niewielkie (440 MW każdy) reaktory jądrowe WWER, z których aktualnie pracuje jednak wyłącznie jeden. Jest to związane z tym, że pierwotnie, po tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi w 1988 roku (zginęło wówczas kilkadziesiąt tysięcy Ormian), zdecydowano o wygaszeniu elektrowni w Mecamorze. Mimo to jeden z bloków został przywrócony do użytku w latach 90., gdy wskutek rozpadu ZSRR i wojny o Górski Karabach Armenia znalazła się w poważnym, wielopłaszczyznowym kryzysie. By zapewnić obywatelom jakiekolwiek dostawy prądu (okres ten nazywa się wręcz „ciemnymi latami”), Erywań zdecydował się wówczas na ponowne uruchomienie reaktora. Funkcjonuje on przy tym po dziś dzień, mimo wywieranej na Armenię presji, by ostatecznie wyłączyć elektrownię w Mecamorze.

Naciski w tym względzie formułują zarówno aktywiści, jak również Turcja (Mecamor leży kilkanaście kilometrów od granicy armeńsko-tureckiej) i Unia Europejska, która w ratyfikowanej obecnie umowie o współpracy z Armenią zawarła zapis o współpracy na rzecz wygaszenia problematycznego reaktora. Sprawa jest zresztą regularnie podnoszona w kontaktach z europejskimi partnerami.

Pomimo presji z zewnątrz, Armenia odsuwa w czasie termin wyłączenia elektrowni. Co więcej, dzięki rosyjskim kredytom, trwa modernizacja siłowni, by mogła ona służyć do 2026 roku. Nie jest zresztą wykluczone, że także ta perspektywa czasowa zostanie wydłużona: choć Armeńczycy aktywnie rozwijają energetykę odnawialną (wiatr, fotowoltaika), to jednocześnie sugerują, że istniejący reaktor jądrowy mógłby działać nawet do 2037 roku. Faktem jest bowiem, że choć zarówno zachodnie, jak i rosyjskie koncerny, chciałyby wybudować w Armenii nową siłownię, to na to zwyczajnie brak jest w kraju pieniędzy.

Kwestia funkcjonowania armeńskiej elektrowni atomowej jeszcze długo będzie budzić kontrowersje. Dyskusja na ten temat będzie też z pewnością powracać przy okazji ew. trzęsień ziemi w regionie lub wypadków związanych z energetyką jądrową na świecie. Mimo to ciężko jednak spodziewać się, by Armenia miała szybko zrezygnować z elektrowni w Mecamorze. Zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę położenie geopolityczne kraju.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s